Menu

Bez Supełków

Prosto o życiu. Prosto o miłości. Bez ściemy - Bez supełków.

Normalnie nienormalna

bezsupelkow

 

Chyba się ze mną zgodzicie, że moje ostatnie wpisy różnią się od tych pisanych na samych początku... Nie mam nic na swoją obronę ! Już taka jestem. Skrajnie wykolejona. Raz rozbawię Cię nieudaną próbą poderwania faceta, a później jebnę moralnym kochaj siebie, bądź szczęśliwa, wybieraj mądrze blah, blah, blah. I tak sobie myślę, że ja chyba mam jakieś rozdwojenie jaźni. Serio. Z jednej strony zagorzała singielka, z drugiej desperatka potrzebująca bliskości faceta. Dziś powiem Ci, że nie mam serca i nic nie czuję, a jutro że czuję za dużo. Taki trochę emocjonalny rozpierdol.

I choć lubię uchodzić za normalną kobietę, to stwierdzam, że to ostatnie co mogłabym o sobie powiedzieć. ( btw, czy w ogóle można o jakiejkolwiek kobiecie powiedzieć, że jest normalna?)

... Ale dziś w sumie nie o tym. Bo tak mnie nagle naszła refleksja na temat randkowania online.

Randka. Nie lubię tego słowa. Nie powiem Ci dlaczego. Nie lubię go i już.

Kiedyś, za czasów zupek chińskich i taniego alkoholu, (czyt. Studia), korzystałam z jednej z wielu dostępnych dziś aplikacji do randkowania. I chyba nie ma w tym już nic dziwnego. Takie mamy czasy. Jasne, że wolałabym opowiadać historię, jak to miłość życia spotkałam wpadając jej przypadkowo w ramiona próbując złapać równowagę w pędzącym i zatłoczonym autobusie, ale jeśli na pytanie " Gdzie poznałaś dziadka?" będę zmuszona odpowiedzieć " W internecie." to jestem w stanie z tym żyć. ( Moja przyszłe niedoszłe wnuki i tak pewnie zaczną spotykać się już z robotami). Tworzenie profilu sprawiało mi zawsze największą frajdę. Lubiłam wybierać najlepsze zdjęcia i dodawać proste, ale zmuszające do refleksji opisy.

               " Zanim mnie poznasz pewnie pomylisz się tysiąckroć, ale gwarantuję, że warto zainwestować w każdą próbę".

 

Czyli coś w stylu "Uwaga !! Ładna i nie głupia."

Ilość wiadomości i miłe komentarze zawsze dodawały mi kilka punktów do zajebistości i były świetnym zabijaczem wolnego czasu. Lubiłam poznawać nowych ludzi, ale i pozwalać im poznać mnie. Czego nie lubiłam? Pierwszego spotkania ( pierwszego i zwykle ostatniego). Może nie jestem jakimś małym, grubym mapetem, ale i żadna ze mnie wschodząca gwiazda Upper East Side , więc dosyć często towarzyszyło mi uczucie " A co jeśli mu się nie spodobam?" Niby poczucie własnej wartości mam powiedziałabym powyżej normy, ale kiedy na podstawie kilku zdjęć i krótszych lub dłuższych rozmów dochodziło do spotkania, stres wygrywał z moim samouwielbieniem. W internecie wszystko wygląda inaczej. Zdjęcia są zretuszowane, rozmowy przemyślane, a żarty dobrze wyselekcjonowane. W prawdziwym życiu dochodzi do zderzenia idealnego świata sieci z prawdą przykrej codzienności. Twarze już nie tak gładkie odsłaniające niedoskonałości, krępujące cisze i nie zawsze trafne dowcipy. I co dzieje się później? Rozczarowanie.

 

tinder1

 

Pewnie ja sama nie raz rozczarowałam faceta moim niezbyt zgrabnym nosem i chujową cerą, z którą walcze od lat, ale chyba musiałam nadrabiać sytuację osobowością, bo każdy (, a było ich aż 5) chciał spotkać się ze mną ponownie. Tylko, że ja na przykład... NIE. Pomijając jednego faceta, nazwijmy go Ząbek, który był naprawdę interesujący, zabawny, przystojny i prawie niczego mu nie brakowało. No właśnie, prawie... Bo kiedy się uśmiechał odsłoniał brak górnej dwójki... I mówcie co chcecie, ale ja przez całą randkę nie mogłam skupić się na niczym innym niż fakt, że nasz brodaty, naprawdę męski Ząbek, zęba nie miał. Po powrocie do domu i przeanalizowaniu wszystkich za i przeciew zgodziłam się na kolejne spotkanie wmawiając sobie, że przecież można tego zęba jakoś dosztukować... Od razu powiem, że drugie spotkanie nie poszło najlepiej, bo zamist skupić się na rozmowie, powtarzałam w myśli mantre " Nie patrz na zęby, nie patrz na zęby, nie patrz na zęby".

Wiecie kiedy dociera do mnie, że drugiej randki już nie nie będzie ( zakładając, że wszystkie zęby są na swoim miejscu) ? Kiedy rozmawiamy, a ja zaczynam bawić się włosami. I wiem, że to jest mega chujowe z mojej strony, bo on myśli, że próbuje go uwieść, a ja robię tak od dziecka kiedy zaczynam się zwyczajnie nudzić. Jedni ziewają, tupią nogą, zerkają na zegarek, a ja kręce włosy jak pojebana dając tym biedakom sprzeczne sygneły...

TINDER1

 

Kiedyś nie wiedziałam kogo szukam. Nie szufladkowałam oczekiwań licząc, że spotkam swój ideał w internecie. Dziś jestem starasza o kilka doświadczeń i nie umawiam się z właścicielami kotów, bo zwyczajnie ich nie znoszę, a że trochę rozsądku mam, nie mogłabym postawić go przed wyborem JA albo KOT. Nie umawiam się z ludźmi z polibudy. Może to głupie, ale nie pojmuje ich stanu umysłu. Nie umawiam się z facetami, którzy nie mają prawa jazdy. Nie i już. Nie umawiam się na siłe wierząc, że może coś w końcu zaskoczy.

Wiem czego chce i nie lubię marnować czasu na- może będą "żyli długo i szczęśliwie".

 

 

 

 

© Bez Supełków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci