Menu

Bez Supełków

Jak mawiał klasyk - Życie to nie bajka, jeśli zgubiłaś buta o północy, to znaczy że się po prostu najebałaś.Prosto o życiu. Prosto o miłości. Bez ściemy - Bez supełków.

Paranoja

bezsupelkow

 Klasyczny poranek. Dzwoni budzik. Ja z przerażeniem próbuje otworzyć oczy i znaleźć źródło całego zamieszania. Kiedy w końcu udaje mi się go zlokalizować, na wpół przytomna mówię pod nosem " Jeszcze 10 minut".  Próbuje oduczyć się ustawiania drzemki, tylko od razu wstać na równe nogi i zacząć się szykować. Niestety okazuje się, że ja tej drzemki potrzebuje jak alkoholik wódki. Te 10 minut to mój czas na to, żeby powoli przyzwyczaić wzrok do światła, które zwykle oślepia mnie na kilka sekund, czas na analizę snu, o ile udało mi się go zapamiętać i czas na wymyślenie dzisiejszej stylizacji do pracy. Gdy budzik dzwoni drugi raz zwlekam swoje zmarnowane ciało z łóżka i idę do łazienki. Mam jeden cel – zrobić siku. Po drodze mijam jednak lusterko i choć wiem, że nie zobaczę w nim nic dobrego to i tak za każdym razem postanawiam sprawdzić czy przypadkiem nie zrobiłam się przez noc piękniejsza... Cóż dzisiaj znowu mi się nie udało.

 Kiedy doprowadzę włosy do jakiegoś ładu i posprzątam swoją twarz odrobiną makijażu mój brzuch domaga się posiłku. Nadal ospale kroczę więc do kuchni i sypie do miski płatki, które później zalewam zimnym mlekiem. W między czasie szykuje jakieś przekąski do pracy i wracam do łóżka z moim śniadaniem, delektując się jeszcze przez chwilę ciepłem swojej kołdry. Czasami jest tak super, że tracę poczucie czasu i później chaotycznie się ubieram, pakuje lunch do torebki, sprawdzam czy wszystko zrobiłam i wychodzę w popłochu z domu.

 Na przystanek mam kawałek, spacerem droga zajmuje mi średnio 15 minut. Dziś całkiem przyjemny dzień, świeci słońce, jest przyjemnie ciepło i nawet ptaki próbują coś tam świergolić na drzewach.

 W połowie drogi ogarnia mnie dziwny stan, który próbuje mi wmówić, że nie wyłączyłam prostownicy. Idę dalej i staram się go lekceważyć tak długo jak tylko potrafię. Chwilę później przychodzi jednak myśl, że może faktycznie jej nie wyłączyłam... "Nie, nie, to nie możliwe, przecież zawsze odłączam ją od gniazdka..."

images

Moja wyobraźnia podsuwa mi sto tysięcy różnych obrazów i żaden nie przedstawia szczęśliwego zakończenia. Idę dalej, ale czuje, że po czole spływa mi kolejna kropla potu. " No pali się na stówę ! " Trudno, zawracam. Inaczej jebnę na zawał zanim zdążę dojść na przystanek albo stracę nowo wyremontowane mieszkanie... Prawię biegnę, żeby potwierdzić tylko jakim debilem jestem. Wpadam do domu. Otwieram łazienkę i widzę, że moja prostownica leży na pralce. Idealnie odłączona. Wcale nie podpala mi mieszkania !

Nie ukrywam, ze przeszło mi przez myśl, żeby spoliczkować się kilka razy...

"Ok, jak się pośpieszę to może jeszcze zdążę na autobus. "

Wychodzę z domu i tym razem upewniam się czy wszystko jest odłączone, sprawdzam nawet kuchenkę i toster – na wszelki wypadek, dmucham na zimne, przezorny zawsze ubezpieczony i wszyscy święci , Amen. 

Czas mam dobry, jak trochę przyspieszę to zdążę na autobus. Lecę tak, jakby gonił mnie seryjny morderca, potykam się o własne nogi i co chwilę sprawdzam zegarek. Na to wszystko mój mózg znowu postanawia się ze mną skontaktować. Od tak. Z okazji najwyraźniej dobrego dnia, zapytał :

" A drzwi od domu na pewno zamknęłaś?"

No i chyba specjalnie chciał mi zjebać ten uroczy poranek...

 

 

 

© Bez Supełków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci