Menu

Bez Supełków

Jak mawiał klasyk - Życie to nie bajka, jeśli zgubiłaś buta o północy, to znaczy że się po prostu najebałaś.Prosto o życiu. Prosto o miłości. Bez ściemy - Bez supełków.

Dzień dobry

bezsupelkow

 

Poniedziałek – jeden z najbardziej znienawidzonych przez społeczeństwo dni tygodnia. Dla mnie? To tylko pierwszy z pięciu dni, w których muszę wstać wcześnie, ubrać się i iść do pracy. Poniedziałek nigdy nie znajdował się na mojej czarnej liście, w przeciwieństwie do kotów, pustego konta i brukselki.

No więc, budzę się jak w każdy normalny poniedziałek i staram się nie myśleć o kolejnej zmianie czasu i o tym, że teoretycznie spałam godzinę krócej... Podchodzę do okna, aby odsłonić rolety. Deszcz. Ehh, trudno mogło się zdarzyć w każdy inny normalny dzień. Słyszę charakterystycznie "dryń, dryń" i rzucam się w poszukiwanie telefonu. Przyjaciółka wita mnie uroczym " Dzień dobry" po czym rzuca fragment o tym jak bardzo wkurwia ją zmiana czasu. Rozumiem ją, w końcu jak często ta zmiana ułatwia nam życie i pozwala zaoszczędzić energie wykorzystując ku temu światło słoneczne? Moim zdaniem to tylko dezorientacja organizmu, spóźnienia i frustracja.

 

Myjąc zęby zastanawiałam się dlaczego, ludzie witają się słowami " Dzień dobry" po czym rzucają w siebie kamieniami złych informacji. Po co mówić, że jest dobry skoro już od początku wiemy, że to nasz włos w zupie? W drodze do pracy mijam kilku ludzi, z którymi witam się słowami "Dzień dobry". Tego wymaga kultura i tego właśnie nauczyła mnie matka.

Ale czy ja mam napisane na czole, " proszę podziel się ze mną swoim wkurwem, ?". Od rana tylko : 

"Dzień dobry, tak cudują  z tym czasem, że kurwa zaspałem"

"Dzień dobry, słyszała Pani o tym wczorajszym wypadku?",

"Dzień dobry, ale pogoda dziś – nic tylko się wieszać",

"Dzień dobry, u Pani też na ulicy prąd wyłączyli? W tym kraju to się nie da żyć, uciekaj Pani pókiś młoda"...

No a przecież ja tylko chciałam dotrzeć do pracy w spokoju bez żadnych myśli samobójczych. Faktycznie, dzień nie należy do najprzyjemniejszych. Wiatr co chwile porywa mi parasol i dostaje strugą deszczu w twarz- aż boje się pomyśleć jak wyglądam. Wyprostowane włosy już dawno trafił szlag, a buty przemokły mi do granic możliwości. Ale nie poddaje się, oczami wyobraźni widzę gorącą kawę na biurku i pączka, którego kupie po drodze na pocieszenie. Moją fantazję rujnuje jednak przejeżdżający samochód, który oblewa mnie przyuliczną wodą z kałuży. UWAŻAJ JAK JEŹDZISZ PAJACU ! Ok, nic się nie stało. Wysuszę się w biurze, ostatnio zostawiłam tam swoją sportową torbę- powinnam mieć coś na przebranie. Trudno, najwyżej będę się tłumaczyć pół dnia przed Klientami dlaczego zamiast spódnicy mam kolorowe leginsy.

Przez tą ciągłą walkę z wiatrem straciłam kilka cennych minut i spóźniłam się na autobus. Na moim czole prawdopodobnie pojawiła się już charakterystyczna pulsująca żyłka, ale biorę trzy głębokie wdechy i liczę do 10. To moje biuro,w końcu nic się nie stanie jeśli spóźnię się parę minut... Złapałam kolejny autobus i oczywiście nie miałam miejsca aby usiąść i w spokoju ochłonąć. Wszystkie miejscowe mohery najwidoczniej też śpieszą się na 8 do pracy... 30 minut. Dokładnie tyle zajęło mi opanowanie nerwów wsłuchując się w nową płytę Ed'a Sheeran. Zjadałam kawałek po kawałku wyciszając narastającą chęć zgładzenia całego świata. W końcu dotarłam na miejsce. Stałam pod drzwiami swojego biura i szukałam w torebce jedynej rzeczy, która aktualnie mogłaby ukoić moje zszargane nerwy i pozwolić wypuścić z siebie kłębiącą się parę. Zaczęło robić się coraz cieplej- przeszukałam całą torebkę i kieszenie w płaszczu. Robi się gorąco i wyrzucam zawartość torebki na suchy fragment chodnika. Nie ma !

JA.PIERDOLE. Nie wzięłam kluczy...

Świetnie, teraz i ja nienawidzę poniedziałków !

 

Sponsorem dzisiejszego wpisu były literki K.U.R.W oraz gościnnie A.

 

 

 

© Bez Supełków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci